Blog z Innej Beczki

Nie bo nie 2009-06-25 18:00:24

Są sytuacje, w których człowiek czuje się bezsilny. Nie lubię tego odczucia. A ostatnio towarzyszy mi ono coraz częściej. Ogólnie ten rok nie należy dla mnie do najlepszych. Do tej pory wszystko układało się na opak. Niby było dobrze, ale zawsze brakowało jakiegoś elementu do pełnego zadowolenia. Bezsilność jest jak bezsenność. Nawet słowa same w sobie są podobne. Oba zjawiska charakteryzują się tym, że są bezsensu. Spędziłem ostatnio cały dzień w różnego rodzaju instytucjach. Bowiem zdecydowałem się odebrać papiery z pewnej uczelni wyższej, w której nie miałem przyjemności bycia studentem przez okres jednego roku. Oto historia rozżarzająca krew w żyłach…


W swojej karierze naukowej, na swoim koncie, mam jedną pomyłkę, która chyba będzie już ciągnęła się za mną do końca życia. Otóż po zrobionym licencjacie na dziennikarstwie, wśród moich znajomych było wielkie parcie na to, by studia uzupełniające magisterskie kontynuować na uczelni państwowej. Dlatego też postanowiłem zdawać na uniwersytet, dostałem się na stosunki międzynarodowe, które potem okazały się naukami politycznymi. Już po pierwszych zajęciach wiedziałem, że popełniłem błąd. Pierwszy semestr z bólem bo z bólem, ale zaliczyłem, ale kiedy zobaczyłem siatkę kolejnych egzaminów, stwierdziłem, że nie będę uczył się czegoś co mnie nie interesuje. Po pierwszym roku zmieniłem kierunek, ale nie odebrałem papierów. Czy dobrze zrobiłem?

Moja mama od jakiegoś czasu przypominała mi usilnie, idź odbierz papiery z uniwerku. W końcu się zdecydowałem wykonać ten krok. Nie bez kozery, gdyż potrzebowałem pewne zaświadczenie z dziekanatu, potwierdzające, że byłem studentem w tym czasie na tej uczelni. Postanowiłem dwie rzeczy połączyć, na zasadzie przyjemne z pożytecznym. Jednego dnia udałem się zgłosić w celu określenia swoich potrzeb. Na dzień dobry dowiedziałem się, że mój dziekanat otwarty jest tylko raz w tygodniu przez półtorej godziny. Dzięki uprzejmości pani z dziekanatu obok zleciłem to co potrzebuje. Dostałem nawet kartę obiegową, na której ujrzałem piętnaście pozycji do podstemplowania.

- Zaraz chwileczkę, ale ja tutaj z niczego nie korzystałem – wspomniałem.
- Ale to nic i tak musi pan to załatwić - usłyszałem.

Następnego dnia udałem się zbierać podpisy i pieczątki. Śmieszne to było, gdyż osoby z bibliotek i innych instytucji nawet niczego nie sprawdzały tylko od razu stemplowały. No może kilka pań coś udawało, że coś tam szuka w kartach. Po pięciu godzinach stania w kolejkach, i jeżdżeniu od Pawła do Gawła, zgromadziłem wszystko. Biegiem udałem się do dziekanatu, bo skoro otwarte tylko półtorej godzinki. Tłum przed pokojem był wielki, a dziekanat zamknięty. Piętnaście minut po czasie przybyła wyczekiwana przez wszystkich kobieta. Poprosiłem pierwszą dziewczynę, która wchodziła by zapytała czy moja sprawa do niej dotarła w ogóle. Kiedy owa dziewczyna wyszła, usłyszałem wrzask i moje nazwisko. Wszedłem zatem bez kolejki.

Nic z tego, pani mi nie pomoże, nie wypełni mi tego kwestionariusza, o który prosiłem, bo rozmawiała z kimś tam i nie musi tego robić. I jak chcę to mogę poczekać za dziekanem, który będzie tu za dwadzieścia minut. Dobrze poczekam. Wyszedłem, usiadłem na ławce i czekałem ponad godzinę by w korytarzu ujrzeć w końcu srogą minę dziekana. Za jakiś czas zaatakowałem pokój raz jeszcze. Dziekan na wstępie powiedział, że pamięta moją twarz, że gdzieś umknąłem mu po pierwszym roku. Wytłumaczyłem o co chodzi. Niestety dziekan mi odmówił, mówiąc, że nie jestem już studentem i oni nie mają względem mnie żadnych obowiązków. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że na innych uczelniach nie ma problemów z tym co potrzebuje. Usłyszałem, że widocznie nasza uczelnia jest dziwna. Poczułem się wtedy totalnie bezsilny. Dziekan zaczął mnie nawet inteligentnie obrażać, a potem straszyć, że tak naprawdę to oni nic nie muszą, a ja nie mogłem nawet słówka pisnąć. W końcu otrzymałem jakieś zaświadczenie od nich, zupełnie nie to co potrzebowałem, ale lepszy rydz niż nic. Dowiedziałem się, także, że jak się rozliczę z uczelnią to już nic mi nie wydadzą. Bo już wtedy wcale nie będę dla nich istniał. Nie oddałem tej podstemplowanej karty obiegowej, bo pomyślałem, że nie daj boże będę coś jeszcze od nich potrzebował to mi drzwi przed nosem zamkną, a tak to chociaż mam legitymacje studencką jako dowód, że studiowałem na tej uczelni. Na koniec poprosiłem o nazwisko i imię tej pani z dziekanatu, ależ się wystraszyła.

- Co Pan skargę na mnie chce napisać? – zapytała.
A ja na to:
- A kto wie, może… zastanowię się jeszcze, ale proszę podać, żebym się nie musiał fatygować do Państwa…

P.S. A po papiery przyjdę dopiero za 15 lat!

EUROWIZJA.COM.PL
« Powrót do spisu aktualności

Możesz skomentować ten wpis używając poniższego formularza



Dodane przez Anonim (217.113.228.54) dnia 2007-10-12 11:05:28

Hehe, to mi przypomina, że powinnam odebrać te same papiery ;) Ale coś mi mówi, że nie będę się fatygowała ;P